- Carl! - jako pierwszy zareagował Kenny. Wstał ze stołka na którym siedział i podszedł do niego. - Jak my się dawno nie widzieliśmy. - poklepał go po ramieniu, a ten zareagował uśmiechem.
- Kenny. - powiedział. - Zmężniałeś, stary. Chyba trochę przypakowałeś.
- Chodzę na siłownię, wiesz. Siedzący tryb pracy, więc trzeba coś myśleć w tym kierunku.
Kiedy zaczęli tak rozmawiać, znów przez moment poczułam się jak w szkole średniej. Nie, nie przyjaźnili się aż tak, ale byli w miarę dobrymi kolegami. Przynajmniej wtedy.
- Viviana.. - Carl podszedł i chyba chciał mnie przytulić, ale w odpowiednim momencie wyciągnęłam do niego rękę. Zareagował tylko krótkim "tak.." i odsunął się. Czyżby wyczuł moje nieco wrogie nastawienie?
- Co ty tu robisz? - spytałam, jeszcze zanim usiadł na stołku obok Kenny'ego.
- Pamiętacie mojego brata Travis'a? - przytaknęliśmy, a wtedy kontynuował. - Wczoraj zaręczył się ze swoją dziewczyną. Przyszliśmy to opić z paroma kolegami.
Nie chciało mi się wierzyć, że tak przypadkowo wybrał akurat ten bar. Pod tą otoczką musiało się coś kryć. Byłam tego pewna. Carlon był cholernie inteligentym facetem, a przebiegłości można mu było pozazdrościć. Jego obecność akurat w tym miejscu nie mogła być przypadkowa.
- A co u Was? - zapytał, spoglądając na mojego towarzysza. - Wciąż pracujesz w radiu?
- Tak. - odpowiedział chłopak. - Dobrze płacą, nie przemęczam się, mam wokół siebie wspaniałych ludzi.. Jest... Jest fajnie.
Brunet spojrzał na mnie, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, obok niego pojawił się jakiś facet. Powiedział mu coś na ucho, a po chwili zniknął.
- Przepraszam na moment. - odparł Lynch i zniknął jak jego kolega.
Szybko dokończyłam piwo i zamówiłam następne.
- Nawet o tym nie myśl. - powiedziałam, gdy Kenny spojrzał na zegarek znajdujący się na jego nadgarstku.
- Już późno. - stwierdził, wstając i wyjmując portfel. Wyjął z niego dychę i rzucił na bar.
- Reszty nie trzeba. - odrzekł, gdy kelner zabrał banknot.
- Jeśli teraz stąd wyjdziesz, nie odezwę się do ciebie przez najbliższy miesiąc. - odparłam, będąc już w połowie kolejnej szklanki brązowego trunku.
- Też cię kocham. - odparł mój przyjaciel, po czym pocałował mnie w policzek i odszedł.
Mogłam założyć się o to, że Kenny zostawił mnie z nim specjalnie. Może i mnie podrywał, ale w gruncie rzeczy chciał mojego szczęścia. Gdybym tylko potrafiła go kochać miłością inną niż czysto braterską, miałabym najlepszego chłopaka na świecie.
Nie dane mi było siedzieć samej zbyt długo. Kończyłam już drugą szklankę piwa, kiedy u mojego boku pojawił się Carlon.
- Gdzie się podział Kenny? - spytał, zamawiając sobie i mi po szklance tego, co przed chwilą piłam.
- Musiał wracać. Zadzwonili, że mają jakiś problem w studiu. - skłamałam.
Gdy upiłam łyk z kolejnej szklanki, poczułam, że procenty zaczynają działać.
- Viv, chciałem cię przeprosić. - powiedział nagle brunet. - Za wszystko. Za wszystkie te akcje z ostatnich dni i... sprzed dwóch lat.
Jego wzrok był utkwiony w moich oczach. Na moment odebrało mi mowę. Lynch potrafił przepraszać? Ludzie naprawdę się zmieniają.
- Nie rozmawiajmy o tym teraz. - odparłam. - Jest piątek. Zabawmy się.
- A chcesz? - spytał. Czy chciałam? W tamtej chwili tak. Miałam ochotę się zabawić, nie zawracając sobie głowy konsekwencjami.
- Tak. - odrzekłam.
Carlon wstał, wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę mężczyzny odpowiedzialnego za karaoke. Przez moment z nim rozmawiał, potem wcisnął mu do ręki jakiś banknot, a po chwili trzymał już w dłoni dwa mikrofony.
- Pamiętasz jeszcze słowa? - zapytał, podając mi jeden z nich.
- Ale czego? - odpowiedziałam pytaniem.
Nagle rozległ się głos blondyna, z którym przed chwilą gawędził Carl.
- A teraz Viviana i Carl w utworze "Creep"! Brawa dla nich!
Nim dotarło do mnie co właśnie powiedział, stałam już na środku prowizorycznej sceny, a z głośników leciała piosenka przynosząca tak kłujące wspomnienia.
When you were here before,
couldn't look you in the eye.
You're just like an angel,
your skin makes me cry.
Głos Carlon'a brzmiał podobnie co kilka lat temu. Podobnie, ale nie tak samo. Teraz był głębszy, bardziej wyważony, jak gdyby brał lekcje śpiewu.
***
You float like a feather,
in a beautiful world
I wish I was special,
you're so fucking special.
Viviana była wstawiona, miałem tego świadomość. Mimo to idealnie trafiała w dźwięki. Nie patrzyła nawet w tekst wyświetlany z przodu, znała go na pamięć. Czyżby pamiętała?
But I'm a creep, I'm a weirdo.
What the hell am I doing here?
I don't belong here.
Nasze głosy brzmiały razem idealnie. Tak jak ostatnim razem.
I don't care if it hurts,
I want to have control.
I want a perfect body,
I want a perfect soul.
Czyżby ona...
W połowie piosenki dotarło do mnie, że prawdopodobnie podjąłem wtedy złą decyzję. Jak mogłem wcześniej tego nie widzieć?
I want you to notice,
when I'm not around.
You're so fucking special,
I wish I was special.
***
But I'm a creep, I'm a weirdo.
What the hell am I doing here?.
I don't belong here
She's running out again,
she's running out,
she run, run, run, run, run.
Ten tekst był tak prawdziwy... Przypomniałam sobie dlaczego wybrałam mu wtedy akurat tą piosenkę. Chciałam ją zaśpiewać razem z nim, żeby zobaczył jak jest naprawdę i jak mogłoby być, gdyby nie był idiotą. A teraz...
Whatever makes you happy,
whatever you want.
You're so very special,
I wish I was special,
Był wyjątkowy, jakkolwiek mocno bym temu nie zaprzeczała. Ale czy miałam na tyle odwagi, by znów wejść w to bagno?
But I'm a creep, I'm a weirdo.
What the hell am I doing here?
I don't belong here,
I don't belong here.
Kiedy skończyliśmy wszyscy zaczęli bić brawa. Tak, ten występ zostanie zapamiętany na długo.
***
Patrzyłem w jej oczy i przez moment prawie zapomniałem gdzie jestem. Uśmiechnąłem się, a wtedy zauważyłem łzę spływającą po jej policzku. W mgnieniu oka przecięła ona uśmiech, który nagle pojawił się na jej twarzy.
- Chodźmy stąd. - zaproponowałem, ujmując jej dłoń.
***
- Podobało ci się? - spytał, kiedy spacerowaliśmy po parku niedaleko mojego mieszkania.
To karaoke było czymś niespodziewanym i przyniosło mi zarówno wiele smutku jak i radości. Ale było fajną retrospekcją z przeszłości. Z tym, że w tym wypadku Carlon nie uciekł ze sceny. Nie sam.
- Tak. - odparłam, na co ten zareagował uśmiechem. - To co.. Szykuje ci się wesele..
Chciałam zmienić temat, chciałam chociaż przez chwilę pomyśleć o czymś innym, choć byłam pewna, że cała ta sytuacja powróci do mnie jeszcze tego wieczoru.
- No chyba tak. - odparł brunet. - Ale to było do przewidzenia. Znają się od dziecka, kochają od ponad pięciu lat.. Ślub to tylko kolejny krok na tej drodze. A jak tam Emily? Słyszałem, że urodziła syna.
Czyżby Carlon pamiętał moją starszą siostrę? I skąd wiedział że była w ciąży?
- Tak. Philiphe. Ma na imię Philiphe. - stwierdziłam. - Słodkie dziecko. Ale nie widuje jej za często. Po ślubie przeprowadziła się do Szkocji. Przyjeżdża tylko kilka razy do roku.
- Pewnie za nią tęsknisz...
- To mało powiedziane. Jest tylko dwa lata starsza. Miałyśmy tyle wspólnych spraw.. A teraz... Nawet gdybym chciała do niej pojechać, nie mam kiedy. Ale kiedyś zorganizuje sobie wszystko tak, żeby dłużej u niej pobyć.
Brunet uśmiechnął się szeroko.
- Przepraszam. Za dużo mówię po alkoholu. - powiedziałam.
- Spokojnie. Na trzeźwo mówisz niewiele mniej. - odrzekł, za co dostał kuksańca w ramię.
Niesamowitym było to, że pomimo bólu którego dzięki niemu doświadzyłam, wciąż potrafiłam rozmawiać z nim jak gdyby nigdy nic. I wciąż czułam się przy nim wspaniale.
- A Michael i Owen? - zagadnęłam. - Masz jeszcze z nimi kontakt.?
Michael i Owen byli najlepszymi przyjaciółmi Lynch'a. Z tego co wiem, od dziecka trzymali się razem. Byli jsk trzej muszkieterowie: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
- Tak. Michael pracuje razem ze mną, jest kierownikiem jednego z działów w firmie Travis'a. - odpowiedział. - A Owen.. Owen wyjechał do Londynu. Zawsze kręciła go telewizja, to co jest poza ekranem.. Poszedł gdzieś tam na studia. Kiedy ostatnio z nim rozmawiałem chwalił się, że ma staż w ITV.
- Udało mu się. Pamiętam, że w szkole wkręcał się do każdego projektu z uzyciem kamery. Bywało zabawnie.
Owen był najmniej poważny z całej trójki. Lubił żartować i często właśnie przez to wpadał w kłopoty. Nagrywał filmiki ze szkolnego życia, montował je i wysyłał każdemu pokolei do oceny. Michael natomiast był podobny do Carlon'a. Obaj woleli trzymać się z boku, robić za plecy Owen'a, wyciągać go z tarapatów. Różnili się tylko podejściem do niektórych spraw. Często właśnie przez odmienne zdania się sprzeczali, ale zawsze po kilku minutach wszystko już było ok. I za to ich lubiłam.
- Może spotkamy się kiedyś tak w kilka osób? - zaproponował Lynch. - Ja, ty, Michael, Kenny, Ami.. Ściągniemy Owen'a... Powspominamy sobie trochę...
- W sumie czemu nie. - odparłam.
Po chwili datarło do mnie, że nie wspomniał o jeszcze jednej osobie.
- A Vanessa? - spytałam.
Vanessa była dziewczyną Carl'a. Przynajmniej pod koniec szkoły średniej. Nie chciałam jej widzieć, ale.. Mimo wszystko musiałam spytać.
- Vanessa... co?
- Też mogłaby przyjść. Skoro się z nią spotykasz to byłoby trochę głupio jej nie zaprosić... - zasugerowałam. Blondynka chodziła z nami do szkoły. Początkowo miała wszystkich gdzieś. Wywyższała się ponad wszystkich, bo przyjechała do Leeds z Londynu. Wielka Pani, z wielkiego miasta.. Potem udało nam się trochę przytrzeć jej noska. Pozostało jednak jeszcze to i owo. Imponowała Carl'owi od początku, chociaż nigdy się do tego nie przyznał. Było widać, że na nią leci. W końcu na sam koniec naszej edukacji spojrzała na niego łaskawym okiem. Akurat wtedy, kiedy spotykał się ze mną. A Lynch tylko dokonał wyboru.
Carlon milczał przez dłuższą chwilę.
- Rozstaliśmy się jakiś czas temu. - powiedział nagle. - I wydaje mi się, że tak jest lepiej.
Kiedy to usłyszałam, po prostu mnie zatkało. Miał to, o co zabiegał przez tak długo i to zostawił? A może...
- Był ktoś inny? - zapytałam.
- Nie. - odpowiedział. - Najzwyczajniej do siebie nie pasowaliśmy. Wyszło jak wyszło, nie ma co tego rozpamiętywać.
- No niby prawda.
- A ty? Kenny wciąż do ciebie zarywa?
- Pamiętasz to jeszcze? To mój dobry przyjaciel, ale tak. Zdarza mu się momentami zapominać jak sprawy się mają. Aczkolwiek nie ma na co narzekać.
Przystanęliśmy przed budynkiem w którym mieszkałam.
- To tu. - stwierdziłam, stając plecami do drzwi. - Dziękuję za ten wieczór. Mimo wszystko... dziękuję.
Posłałam mu najszczerszy wyraz twarzy na jaki mogłam się wtedy zdobyć. Zapewne wyglądało to dosyć komicznie biorąc pod uwagę to, że byłam odrobinę wstawiona.
- To ja dziękuję. - odparł. - Nie sądziłem, że w ogóle zamienisz ze mną chociaż parę słów, a tu proszę! Cała rozmowa.!
Uśmiechnęłam się. Carlon zawsze wiedział jak mnie rozśmieszyć. Nawet kiedy byłam na niego maksymalnie zła, potrafił odwrócić tą podkówkę na mojej twarzy.
Staliśmy tak moment patrząc sobie w oczy. Ich odcień... Był nawet cudowiejszy i bardziej wyrazisty niż w moich wspomnieniach. Nagle brunet zaczął się do mnie przysuwać, aż w końcu dopiął swego. Pocałował mnie raz, drugi i trzeci. Potem zasłoniłam mu usta dłonią.
Z jednej strony chciałam zabrać go na górę, wtulić się w niego i zasnąć. Z drugiej zaś pragnęłam, by sobie poszedł i nie komplikował bardziej tej sytuacji.
- Idź. - powiedziałam.
- Zobaczymy się jeszcze? - spytał, będąc już dobre dziesięć metrów ode mnie.
- Zależy jak bardzo będziesz się starał. - odparłam, po czym weszłam do budynku.
Leżąc w łóżku zastanawiałam się, co ja najlepszego zrobiłam.
Pozwoliłam ponownie wejść do mojego życia komuś, przez kogo tak długo cierpiałam.
"Zakończ to póki możesz" - podpowiadał mi rozum.
"Albo zostaw to i zaznaj upragnionego szczęścia" - szepnęło serce.
Święty spokój czy bezgraniczne szczęście? Ta bajka dopiero zaczynała się pisać.
***
Kiedy wszedłem do mieszkania przywitała mnie jedna, wielka pustka. "Vanessa zabrała swoje rzeczy." - przeszło mi przez myśl, kiedy przechodziłem obok otworzonej szafy w której zwykle wisiało kilka jej płaszczy.
"No stary, upragniona wolność" - podpowiedział mi głosik w środku głowy.
Po oględzinach całego domu stwierdziłem, że jutro muszę udać się na zakupy. Moja była dziewczyna zabrała wszystkie rzeczy, które kiedykolwiek kupiliśmy razem, nawet niekoniecznie za nasze wspólne pieniądze. Jeśli więc chciałem mieć na czym oglądać mecz, który miał lecieć w telewizji następnego dnia, musiałem zainwestować w coś do siedzenia.
Stwierdziłem, że o tym raczej nie zapomnę, więc w telefonie ustawiłem jedynie przypomnienie by rano zadzwonić do ślusarza żeby przyjechał zmienić zamki w drzwiach. Vanessa była zdolna do wielu rzeczy, a biorąc pod uwagę to, że mieszkała ze mną ponad półtora roku... Wolałem nie ryzykować. A może od razu kupić drugie mieszkanie? Może na drugim końcu miasta.. Bliżej Viviany..
Viviana. Nie spodziewałem się tego, że ponownie złapiemy wspólny język. Przynajmniej nie po wydarzeniach sprzed tych dwóch lat. Byłem takim idiotą... Nie wiem jak mogłem pozwolić jej odejść, jak mogłem ją tak po prostu zostawić. Dlaczego wtedy tego nie zobaczyłem? Byłem tak głupi...
Nie mogłem drugi raz popełnić tego samego błędu. Nie, kiedy była tak blisko.
Wiedziałem, że się na mnie zawiodła. Nie odbierałem tego w ten sposób, dopóki nie wykrzyczała mi w twarz co tak naprawdę o mnie sądzi. Zabolało. Teraz musiałem to naprawić. I wiedziałem, że będzie mnie to kosztowało dużo wysiłku. Mimo wszystko była silna psychicznie.
Nawet ten dzisiejszy pocałunek... To mogłaby być część gry.
"Muszę ją podejść, dowiedzieć się, czy to wszystko będzie miało sens." - myślałem, biorąc prysznic.
Swoją drogą to niesamowite jak trochę wody może poczuć, że człowiek czuje się sto razy lepiej.
Kładąc się spać, wciąż była w moich myślach.
Usłyszałem dźwięk przychodzącej wiadomości.
"Śpisz?"
Uśmiechnąłem się.
"Oglądam powieki od spodu. Chrrr..." - odpisałem.
"Zabawne. Myślałam, że nie mówisz przez sen."
"Zależy co mi się śni."
"A teraz?"
"Teraz widzę ciebie pod kołderką, w ciepłej piżamce i skarpetkach w paski."
"Aleee zabawne. Przynajmniej mam na sobie cokolwiek innego prócz bielizny."
"Aaaaa! Czy ty aby przypadkiem nie zamotnowałaś tu nigdzie kamery? Skąd wiesz w czym śpię? Hę?"
"Czysta dedukcja :)"
"Oj tam. Powinnaś już spać. Jest prawie pierwsza."
"Ty też. Już dawno po wieczorynce."
Uwielbiałem tą dziewczynę. Wiedziała, jak mnie rozbroić. Znalazłem w kontaktach jej numer i kliknąłem "Połącz".
- Tak? - usłyszałem po chwili jej głos.
- Dzień dobry! A raczej dobra noc! Z tej strony radio 4FM! Wygrała Pani wycieczkę do bajkolandii! Odjazd za.. trzy minuty!
Jej śmiech był nagrodą za te kilka głupich zdań.
- Nie mam biletu. - odparła.
- Można go kupić u kierowcy.
- W jakiej cenie?
- Normalny pięć uśmiechów. Ulgowy - buziaka.
I kolejny śmiech.
- Drogo Pan sobie liczy, Panie Lynch.
- Kryzys w państwie... Trzeba z czegoś rodzinę utrzymać.
I kolejny śmiech.
- Czemu jeszcze nie śpisz? - spytałem.
- Jakoś nie mogę. - usłyszałem po dłuższej chwili.
- Coś jest nie tak?
- Nie. Po prostu... No po prostu nie mogę.
- O czym myślisz?
- Wyobrażam sobie jak leżysz teraz w łóżku. Na plecach, z jedną ręką za głową, w drugiej trzymasz telefon i przykładasz go do ucha. A teraz się szczerzysz, bo trafiłam.
Jak ona to robiła?
- Chyba naprawdę masz tu jakąś kamerę.
- Dedukcja to wszystko czym operuje. Pewnych rzeczy można się domyślić.
Uwielbiałem takie rozmowy, ale nie miałem zamiaru nikomu się do tego przyznawać. Usłyszeć jej śmiech przed snem to wszystko, czego mi było potrzeba.
- Carlon?
- Tak?
- Dziękuję.
- Za co?
- Za to, że jesteś. Dobranoc.
- Dobranoc Viv.
Rozłączyła się, a ja wciąż trzymałem telefon przy uchu. Czy ja...
Nie, jestem facetem. My bierzemy wszystko na rozum. A jednak... Nie.
Odłożyłem komórkę na stolik obok łóżka, nakryłem się kołdrą i zasnąłem. Tej nocy pierwszy raz śniłem o Viv. I to były piękne sny.
Tej nocy też mi się śniła. A te sny były nawet piękniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz